Otwarcie Pon - Sob 09:00-18:00
Email info@westom.pl Zadzwoń +48 530 825 825
Otwarcie Pon - Sob 09:00-18:00
Email info@westom.pl Zadzwoń +48 530 825 825

Jakich linków Google nie lubi?

Jakich linków Google nie lubi?
Twoja ocena:

Jakich odnośników nie toleruje Google?

Google w swej misji dbania o ogólną jakość zwracanych swoim klientom wyników dba między innymi o wysoką jakość merytoryczną zwracanych najczęściej treści. Chodzi tu o to, by usatysfakcjonować pytającego zbiorem informacji, po które on do Google przyszedł.

Należy więc zadbać, by jak szybciej mógł on znaleźć właściwą stronę, czyli by tak wypozycjonować strony, aby najlepsza była najwyżej. Problem napotykamy wtedy kiedy spróbujemy zdefiniować wyrażenie „najlepsza treść”. Co to znaczy? Każdy inaczej określa to co dla niego jest treścią dobrą. Ba, nawet ta sama w różnym czasie tą samą treść oceni dobrze, innym razem fatalnie. Google skupiło się na mierzeniu jakości treści na stronie za pomocą liczby oraz wagi cytatów danej treści, czyli liczby odwołań do tej treści w innych stronach. Należy dodatkowo zaznaczyć, że im lepiej notowana jest strona, która zamieszcza odnośnik do takiej treści, tym lepiej świadczy to o jakości zawartości.

Podstawowym pojęciem będzie tu zatem słowo „cytat”. Formą takiego cytatu są dla Google linki. Weźmy na przykład dwie strony, na których opublikowano niezależnie dwa raporty na temat sprzedaży owoców cytrusowych w danym roku. W dane z którego z nich użytkownik powinien uwierzyć? Czyli inaczej zadając pytanie, którą stronę Google powinno pozycjonować wyżej w rankingu, by to właśnie ona w pierwszej kolejności trafiła w ręce szukającego? Jeżeli twórcą analizy będzie wiarygodna i ceniona jednostka badawcza, to z pewnością na jej raport często będą się powoływać inne, niezależne źródła. Wskażą go jako źródło dalszych opracowań, zaproponują swoim czytelnikom zerknięcie do niego, czy w końcu zacytują jego fragmenty. Raport z drugiej strony w przykładzie pochodzi z opracowania własnego hobbysty, nie jest zatem zbyt wiarygodny. Można założyć, że hobbysta tak wąskiej dziedziny jest w tej materii rodzajem eksperta, niestety nie posiada właściwego autorytetu. Jego praca nie będzie zatem linkowana i rozpowszechniania dalej zbyt chętnie. Jej pozycja rankingowa będzie sporo niższa.

Mając to wszystko na uwadze, wiemy już, że „wystarczy” być cytowanym, by zdobyć uznanie i przyciągnąć duży ruch sieciowy.

Jak to jednak zrobić nie będąc szanowaną instytucją państwową? Zdarza się, że niektórzy, stojąc przed takim dylematem, sięgają po środki niedozwolone. Próbują wymienić się linkami z innymi witrynami. Wymiana taka polega na tym, że jedna witryna zamieszcza na swoich stronach odnośnik do danej treści, po czym druga witryna odwzajemnia się tym samym w stosunku do pierwszej. Ma to prowadzić do obopólnych korzyści przekładających się na lepsza pozycję w rankingu. Jeśli brakuje kogoś chętnego do takiej współpracy, można wykupić zamieszczenie odnośnika w katalogu stron. Jest on bardzo często przeglądany i niegdyś łatwo mógł być uznany przez wyszukiwarkę jako wiarygodny. Wykupione odnośniki w polityce Google powinny być opatrzone atrybutem „nofollow”, by nie mylić algorytmu wykupionym prestiżem treści.

Inną praktyką bywa pisanie bardzo wielu, bardzo słabych tekstów tylko po to, by w każdym z nich umieścić cytat lub odniesienie do promowanej treści. Ma to zwiększać jej autorytet i poprawiać statystyki rankingowe.

Należy tutaj przypomnieć, że wyszukiwarka Google już od dawna nie bierze pod uwagę linków wymiennych, jako formy promowania treści. Więcej, nie analizuje też odnośników zamieszczanych na wszelkiej maści portalach społecznościowych i wszystkich innych miejsc, w których istnieje możliwość samodzielnego cytowania swoich własnych treści. Nadmiar odnośników pochodzących z wymienionych miejsc może w skrajnym przypadku ściągnąć nawet karę na właściciela cytowanej w ten sposób strony.

Prezentujemy podstawowe rodzaje linków, które są niechcianymi linkami. Google zmniejsza ich wagę przy budowie rankingu, a w niektórych przypadkach wręcz zmniejsza samą pozycję rankingową strony, która z takich odnośników korzysta.

  • Foldery artykułów. Niegdyś bardzo popularna metoda walki o duch sieciowy. Polegała na zamieszczaniu artykułów powołujących się poprzez linki na promowaną treść. Zaletą katalogów jest praktycznie brak weryfikacji zamieszczanych tam treści, ewentualnie jest ona bardzo pobieżna. Umieszczenie odnośnika w takim artykule do naszej strony to głosowanie na samego siebie. Pamiętajmy, że wraz z wdrożeniem algorytmu Penguin praktyka taka przestała być dozwolona. Wyszukiwarka nakłada silne i częste kary, z których wyjść jest niełatwo.
  • Płatne katalogi. Witryny, na których odpłatnie można zamieścić niemal dowolną treść. Brak weryfikacji tejże jest spowodowany chęcią zainkasowania opłaty od jak największej ilości publikujących. Wśród takich folderów zdarzają się co prawda chlubne wyjątki, ale pamiętaj, że Google bardzo dokładnie przygląda się ich działalności oraz klientom.
  • Odnośniki pochodzące z innych krajów niż kraj pochodzenia strony. Sytuacja, gdy duża stocznia produkująca statki oceaniczne jest linkowana i polecana z Czech, być może jest możliwa, ale jeśli z kraju bez dostępu do morza pochodzi większość zainteresowania stroną stoczni, to jest to już sytuacja alarmowa dla Google. Na pewno ktoś od nich przyjrzy się stronie, gdyż zachodzi poważne podejrzenie kupowania linków.
  • Podobne jak wyżej zagrożenie karą pojawia się w przypadku umieszczania linków do stron w innych językach. Nietrudno odszukać przykłady, gdy nadgorliwi specjaliści SEO linkują stronę klienta z rzeczonych Czech nawet na stronach w języku Wietnamskim. Dla Google znowu jest to sygnałem niezgodności z zaleceniami budowy i promowania treści i może w konsekwencji ściągną poważne kary na serwis.
  • Comment spamming. Masowe umieszczanie linków w komentarzach i wpisach na forach internetowych miało niegdyś bardzo licznych fanów w dziedzinie pozycjonowania stron. Wraz z wprowadzeniem przez Google atrybutu „nofollow” popularność tej metody znacznie spadła, ale jeśli weźmiemy pod uwagę automat rozsiewający niezwiązane z tematem forum wpisy w liczbie setek tysięcy, to wyobraźnia podpowiada, że już bardzo niewielki odsetek wpisów bez atrybutu „nofollow” doda nam setki tak potrzebnych linków.
  • Wpisy gościnne. Słabej jakości teksty nie dodające żadnej wiedzy dla użytkownika. Ich jedynym zadaniem jest to, by mógł się w ich treści znaleźć link do właściwej strony. Link jest wplatany w treść, często bardzo mało umiejętnie.
  • Niezgodność wpisów gościnnych z tematyką. Chodzi tu o umieszczanie wpisów na stronach zupełnie niezwiązanych z tematyką witryny. Google wyszukuje i karze wpisy publikowane tylko po to, by zamieścić w nich odnośnik do swojej strony. Jeżeli zatem zamieścimy link do strony o gotowaniu na witrynie o spawaniu i materiałach spawalniczych, Google potraktuje to jako naruszenie swoich zasad i może ukarać stronę linkowaną.
  • Zbyt dużo słów kluczowych. Kolejnym rodzajem niechcianych linków jest pisanie tekstów nie wnoszących nic ciekawego, w których znajduje się mnóstwo słów i fraz kluczowych. Takie teksty są ubogie w treść i ewidentnie tworzone tylko po to, by wzmocnić pozycję strony, do której się odwołują.
  • Widżety. Niektórzy specjaliści od SEO walczą o pozyskanie ruchu sieciowego przy pomocy napisanych przez siebie użytecznych i ciekawych aplikacji, które potem udostępniają różnym serwisom w celach publikacji. W każdej takiej aplikacji znajduje się oczywiście łącze do promowanej strony. O ile nie ma w tym nic zdrożnego, jeśli widżet jest bliski tematycznie stronie, którą rozpowszechnia, o tyle łatwo tu o zabronione praktyki. Google coraz częściej ignoruje takie linki.
  • Podobnie ma się sytuacja z infografikami. Ważne, by były one tematycznie powiązane z linkowaną stroną. Łatwo tu jednak o nadużycia, co Google pracowicie próbuje wyplenić.
  • Nieprawidłowe linki. Inną praktyką nieuczciwych SEO jest zamieszczanie linków, które przekierowują użytkownika na zupełnie inną stronę, niż to sugeruje nazwa odnośnika. Wyobraźmy sobie link o nazwie „drobne prace montażowo – wykończeniowe”, który wiedzie użytkownika do sklepu z butami dla dzieci. Zdecydowanie nie jest to porządana sytuacja z punktu widzenia użyteczności wyszukiwarki.
  • Strony zawierające szkodliwe oprogramowanie. Jakiekolwiek odwołanie do twojej strony zamieszczone na takiej witrynie będzie nieskuteczne i w żaden sposób nie poprawi twojej pozycji w rankingu. Google bardzo skutecznie śledzi takie linki. Pamiętaj, że jeśli takich linków zdobędziesz dużo, może to zostać potraktowane jako próba manipulacji rankingiem i twoja strona może zostać ukarana.
  • Odnośniki w stopce strony internetowej. Standardową praktyką w internecie stało się umieszczanie odnośników w stopce strony internetowej. Mimo iż jest to bardzo popularne, Google stwierdził już jakiś czas temu, że nikt w te linki nie klika i określił je jako nieużyteczne i niechciane. Może się to jednak zmienić w biegiem czasu, bowiem trendy w klikalności także mogą się odwrócić. Linki w stopkach mogą wtedy wrócić do łask.
  • Niepowiązane linki wplecione w spisy linków. Użyte w ten sposób odnośniki mogą wskazywać, że próbowano taki odnośnik kupić. Opisuje to sytuacja, gdy dany użytkownik przeglądający strony dotyczące przepisów świątecznych jest nagle przenoszony do strony z zakładami bukmacherskimi.
  • Odnośniki ze stron o niskiej jakości treści. Łącza ze stron o wysokiej jakości są najwyżej cenione zarówno przez użytkowników jak i przez Google. Wysokiej jakości treść produkowana jest na ogół poprzez, między innymi, staranną redakcję tekstów. Mniejsze nakłady na korektę i weryfikację treści przekładają się automatycznie na niższą ich wiarygodność i użyteczność. Google może takich linków w ogóle nie brać pod uwagę, lub znacząco ograniczyć ich pozytywny wpływ na ranking.
  • Doniesienia prasowe. Niegdyś dość popularna praktyka polegająca na rozsyłaniu do bardzo wielu serwisów informacyjnych artykułów zawierających łącza ze słowami kluczowymi. Mechanizm polegał na tym, że jeśli taki artykuł był dość ciekawy, by trafić na łamy serwisu, był tam publikowany. Stąd internauci mogli pośrednio dowiedzieć się o naszej stronie i dać się do niej przekierować. Dotyczy to nie tylko serwisów informacyjnych piszących o sprawach ważnych, ale także serwisów społecznościowych, na których już obowiązują zupełnie inne normy jakościowe co do publikowanych tekstów. Możliwości są zatem duże.

Nie są to zapewne wszystkie rodzaje niechcianych linków, gdyż świat internetu bardzo szybko się rozwija. Zmieniają się trendy, powstają nowe pomysły. Nieustanny wyścig jednak trwa, a stawką jest, choćby chwilowe, zwiększenie popularności witryny. Google ze swojej strony nieustannie stara się wykrywać coraz to nowe próby naginania przepisów i często nakłada karę na promowaną w zabroniony sposób witrynę. Czasami kończy się to jednak łagodniej – niechciane linku są po prostu ignorowane i nie przynoszą ich twórcy żadnych korzyści.